Dry January – Polacy piją inaczej niż kiedyś
Trwa Dry January, czyli Trzeźwy styczeń, a w Polsce coraz wyraźniej widać zmianę w podejściu do alkoholu. Dlatego więcej osób wychodzi dziś do baru nie po to, żeby się upić, ale po nowe doświadczenia i wiedzę. Miejsce „szybkiego drinka” zajmują smak, historia produktu i atmosfera. Alkohol przestaje być celem samym w sobie – staje się elementem spotkania, rozmowy i świadomego wyboru. Ten zwrot widać szczególnie wyraźnie w kulturze barowej. Obok klasycznych koktajli coraz częściej goście wybierają wersje bezalkoholowe, degustacje i wydarzenia oparte na doświadczeniu, a nie ilości.
Polacy wybierają świadomie
Styczeń to moment, w którym temat odpowiedzialnej konsumpcji procentów wraca szczególnie wyraźnie. To w tym czasie trwa Dry January, globalna inicjatywa polegająca na całkowitej rezygnacji z picia alkoholu. Jej celem jest nakłonienie konsumentów do zrobienia przerwy, by poprawić zdrowie i ocenić swoją relację z alkoholem. Akcję tę zapoczątkowała Wielka Brytania. Natomiast w Polsce na co dzień – nie tylko w styczniu – zauważyć można zmiany w postawie konsumenckiej wobec spożywania alkoholu, które przyczyniają się do ekspansji produktów NoLo i rzemieślniczych.

– Jako kraj podchodzimy do alkoholu inaczej niż jeszcze kilka lat temu – zdecydowanie widzimy, że dziś wygrywa podejście jakościowe – mówi Filip Bołtowicz, jeden z założycieli marki Ginnery Gin. Dla wielu gości istotny staje się świadomy wybór produktu. Bardzo często nie decydujemy się na alkohol dla samych procentów – tylko po to, by sięgnąć po konkretny produkt i jakościowy smak – podkreśla.
W odpowiedzi na to zjawisko powstają jak grzyby po deszczu wine bary, ale również miejsca wyspecjalizowana w jednym rodzaju trunku jak Ginnery Gin. Natomiast wobec rosnącego zainteresowania produktami bezalkoholowymi bary rozwijają też kartę moktaili. Przykładem może być połączenia bezalkoholowego ginu i matchy, które oferuje Ginnery. Równolegle ten bar rozwija ofertę doświadczeń, które nie są skoncentrowane wyłącznie na piciu – od warsztatów po wydarzenia towarzyskie. Co istotne, z perspektywy właścicieli konceptów jak Ginnery kluczowe jest to, że kultura barowa nie zanika, a raczej zmienia się jej sens.
– Potrzeba wyjścia, spotkania się i spędzenia czasu z innymi nie znika – mówi Filip Bołtowicz. Wyjście do baru nie musi jednak oznaczać konieczności spożywania alkoholu. To przestrzeń doświadczeń – od smaku i aromatu, po sposób podania i historię produktu, który może istnieć także w wersjach bezalkoholowych. Dziś zdecydowanie wygrywa podejście jakościowe. Bardzo często nie decydujemy się na alkohol dla samych procentów – tylko po to, by sięgnąć po konkretny produkt i jakościowy smak – mówi Filip Bołtowicz.
Gin jako trunek całoroczny
Jeszcze niedawno polscy konsumenci łączyli gin głównie z letnim drinkiem z tonikiem. Dziś – dzięki rozwojowi technologii, sprzętu i miksologii – zyskał znacznie szersze spektrum smaków i form podania. Filip Bołtowocz podkreśla, że na przestrzeni lat gin nabrał bardzo wielu nowych aspektów i możliwości. Barmani testowali różne kombinacje i uzyskiwali zupełnie nowe efekty.
– Patrząc chociażby na przykładzie naszej marki – oprócz klasycznych propozycji stworzyliśmy również nowoczesne wariacje oparte o smak czekolady, wiśni czy też naszej polskiej pigwy. Przykładem zimowego podejścia mogą być rozgrzewające koktajle, w tym autorskie interpretacje grzańca na bazie ginu – zauważa Filip.
Rzemiosło: uważność, naturalne składniki i czas
W odróżnieniu od masowej produkcji, rzemieślniczy gin oznacza większą kontrolę jakości i uważność na każdym etapie – od receptury po finalną butelkę. Twórcy marki Ginnery podkreślają, że stawiają na jakość, nie na ilość. Okazuje się, że samo budowanie profilu smakowego to proces wymagający czasu.
– To zajmuje dni, miesiące, a czasem nawet lata, by stworzyć odpowiednią kombinację smakową. Na przykład kreacja receptury naszego ginu o smaku wiśni i czekolady trwało dwa lata – mówi Filip Bołtowicz.
Równie istotne jest znaczenie składników i cierpliwości w rzemieślniczej produkcji. Przykładem jest Sloe Gin – owocowy likier na bazie London Dry Gin.
– Na jedną butelkę trafia około pół kilograma owoców, niewielka ilość cukru, a całość leżakuje przez sześć miesięcy. Pracujemy na nieprzetworzonych składnikach, dlatego każda partia może różnić się niuansami smakowymi. To właśnie jeden z kluczowych elementów rzemiosła. W produkcji masowej często sięga się po koncentraty i syropy, ponieważ przy skali przemysłowej świeże owoce zwyczajnie się nie opłacają – tłumaczy Filip.
Gin jako doświadczenie
Wspólnym mianownikiem obserwowanych zmian jest przesunięcie akcentu z picia „dla efektu” na smak, rytuał i jakość spędzanego czasu.
– Gin to przede wszystkim doświadczenie – opowieść, aromaty i kontekst. Podobnie jak klasyczne koktajle niosą ze sobą skojarzenia z miejscem i stylem życia, tak gin może być doświadczeniem – w tym przypadku osadzonym w brytyjskiej tradycji i rzemieślniczym podejściu do smaku – tłumaczy Filip.
Elementem budowania świadomej kultury picia jest edukacja i degustacja. Bar przestaje być miejscem konsumpcji – staje się przestrzenią doświadczeń, rozmowy i smaku. Bezsprzecznie świadoma kultura picia zaczyna się bowiem od poznania smaku – spróbowania, porównania i zrozumienia, co właściwie mamy w kieliszku.
Zainteresował Cię ten artykuł, przeczytaj wywiad z Darkiem Barygą i Olą Juszkiewicz.
.





