Wrzesień to czas, kiedy wyraźne kontury sezonowego bilansu letniego są już widoczne. Zespoły mają za sobą setki godzin pracy, a urządzenia, zaplecze i procedury przeszły prawdziwy test obciążeniowy. Wysoki obrót może cieszyć, ale dopiero zestawienie go z kosztami pokazuje rzeczywistą kondycję biznesu. Ile kosztowała energia? Ile wody zużył lokal? Jak wyglądało zużycie środków chemicznych? Ile kieliszków, talerzy i sztućców trzeba będzie dokupić przed kolejnym sezonem? Ile godzin nadliczbowych wypracował zespół? Jak często dochodziło do awarii i przestojów? Ilu pracowników odeszło w trakcie najbardziej intensywnych tygodni? Dopiero rzetelne odpowiedzi na te pytania pokażą pełen obraz sezonu, a w przyszłości pozwolą uniknąć kosztownych błędów.

Najcenniejsze dane już masz

Branża gastronomiczna chętnie przygląda się trendom, raportom i prognozom, co się chwali. Bo przecież rzetelna wiedza o rynku pomaga podejmować trafne decyzje. Jednak żaden raport nie opisze konkretnego lokalu tak dobrze jak jego właściciel i zespół. To oni wiedzą, w którym momencie w sobotni wieczór zaczynało brakować czystego szkła, ile razy trzeba było zostać godzinę dłużej, pamiętają urządzenie, które odmówiło współpracy w środku weekendu, i telefon do serwisu, po którym trzeba było długo czekać na reakcję. Wiedzą również, które stanowisko działało płynnie nawet przy pełnej sali, a gdzie tworzyły się zatory. Dlatego w posezonowym audycie po prostu warto uważnie przyjrzeć się własnemu biznesowi i nie ograniczać się w tym do księgowości.

Ile naprawdę kosztowała najdroższa godzina sezonu?

W gastronomii koszt ma wiele postaci. Czasem jest nim rachunek za energię, innym razem stłuczony kieliszek albo godzina pracy człowieka wykonującego czynność, którą można byłoby uprościć lub zautomatyzować. Warto przeanalizować zużycie wody, energii i chemii, ale zestawić je również z liczbą wydanych posiłków czy obsłużonych gości. Sama informacja, że w lipcu rachunek był wyższy niż w maju, niewiele mówi. Znacznie ciekawsze jest pytanie, ile mediów potrzebowaliśmy do obsłużenia konkretnej liczby gości i czy ten wynik można poprawić. Jeszcze ważniejszy może być czas. W szczycie sezonu każda minuta pracy wykwalifikowanego pracownika jest cenna. Jeżeli część zespołu regularnie zajmuje się ręcznym domywaniem naczyń, polerowaniem szkła, poprawianiem efektów pracy urządzeń albo wykonywaniem zbędnych czynności na zapleczu, koszt nie zawsze jest widoczny na pierwszy rzut oka. Pojawia się dopiero w nadgodzinach, zmęczeniu, wolniejszej pracy i ostatecznie w rotacji.

Sezon sprawdza nie tylko sprzęt, ale także zespół

Wrzesień jest więc dobrym momentem, żeby wrócić również do początku sezonu i zadać sobie kilka ważnych pytań. Kiedy rozpoczęła się rekrutacja? Jak zostało skonstruowane ogłoszenie? Ilu wartościowych kandydatów odpowiedziało? Czy nowi pracownicy szybko nauczyli się obsługi stanowisk i urządzeń? A może wdrożenie trwało zbyt długo? Warto sprawdzić, ile osób odeszło w trakcie lata i dlaczego. Oczywiście nie każdej rotacji da się uniknąć, zwłaszcza, że gastronomia sezonowa z natury opiera się na pracownikach tymczasowych. Warto jednak projektować zaplecze tak, żeby nowa osoba była w stanie możliwie szybko nauczyć się podstawowych czynności, a obsługa urządzeń była intuicyjna i powtarzalna. Przy tym warto wyraźnie podkreślić, że automatyzacja nie ma oznaczać zastępowania ludzi, a uwolnienie ich od najbardziej monotonnych, fizycznie obciążających i czasochłonnych czynności.


Awaria w lipcu znaczy coś innego niż awaria w listopadzie


Kolejną pozycją w posezonowym bilansie powinny być awarie. Warto spisać nie tylko to, co się zepsuło, lecz także kiedy, jak często i z jakimi konsekwencjami. Szczególnie interesujący jest czas pomiędzy zgłoszeniem problemu a powrotem urządzenia do normalnej pracy. Czy kontakt z serwisem był łatwy? Ile godzin lub dni lokal funkcjonował w trybie awaryjnym? To jeden z kosztów, o których łatwo zapomnieć przy zakupie wyposażenia. Cena urządzenia jest widoczna od razu, ale koszt jego niedostępności w najbardziej dochodowy weekend roku ujawnia się dopiero później. Dlatego po intensywnym sezonie warto oceniać wyposażenie nie tylko według kryterium „działało / nie działało”. Więcej informacji dostarczy odpowiedź na pytanie: czy cały system był w stanie pracować wtedy, kiedy biznes najbardziej go potrzebował?

Policz kieliszki


Posezonowy audyt może zejść jeszcze poziom wyżej. Ile szkła kupiliśmy przed sezonem, a ile zostało? Ile talerzy ma wyszczerbione krawędzie? Jak wyglądają sztućce? Czy szkło zachowało połysk? Jak często dochodziło do stłuczeń? Naczynia są kosztem eksploatacyjnym, ale tempo ich zużycia nie musi być czymś, na co restaurator nie ma wpływu. Znaczenie mają sposób przechowywania i transportowania, organizacja pracy zespołu, odpowiednio dobrane kosze, jakość uzdatniania wody, właściwe dozowanie chemii oraz sam przebieg procesu mycia. Kilka stłuczonych kieliszków nie zmienia wyniku finansowego restauracji, ale setki w skali sezonu już tak.


Nie szukaj jednego wielkiego problemu

Najciekawszy w takiej analizie jest moment, w którym poszczególne dane zaczynają się ze sobą łączyć.nByć może lokal zużywał więcej wody, ponieważ część naczyń trzeba było domywać. Domywanie zabierało czas pracownikom, więc wydłużało zamknięcie zmiany. Zespół częściej zostawał po godzinach, rosło zmęczenie, a wraz z nim liczba stłuczeń. Problem, który początkowo wyglądał jak kilka niezależnych drobiazgów, okazuje się jednym źle działającym procesem. Dlatego optymalizacja zaplecza to nie zakup pojedynczych urządzeń. Warto patrzeć na nie jak na system: urządzenie, uzdatnianie wody, odpowiednio dobraną chemię, kosze, organizację stanowiska, ergonomię, serwis i ludzi, którzy korzystają z tego wszystkiego każdego dnia. Takie podejście od lat rozwija Winterhalter, projektując profesjonalne systemy myjące jako całość. Dobrze dopasowany system może wpływać jednocześnie na zużycie mediów, czas pracy, jakość rezultatów mycia, bezpieczeństwo szkła i naczyń oraz komfort pracowników. Równie istotne jest zaplecze serwisowe – szczególnie wtedy, gdy każda godzina przestoju oznacza realne pieniądze.


Najlepszy raport o Twojej restauracji możesz stworzyć sam


Posezonowy bilans nie powinien kończyć się listą tego, co poszło źle. Jego największą wartością jest odpowiedź na pytanie: co możemy zrobić inaczej następnym razem? Może rekrutację trzeba rozpocząć miesiąc wcześniej. Może warto inaczej zorganizować magazyn szkła. Być może potrzebna jest zmiana procedury zamknięcia lokalu, szkolenie pracowników albo przegląd urządzeń jeszcze przed rozpoczęciem kolejnego sezonu. Czasem rozwiązaniem będzie inwestycja w nowocześniejszą technologię, a czasem drobna zmiana procesu, która każdego dnia pozwoli odzyskać kilkanaście minut. Nie wszystkie problemy gastronomii da się przewidzieć. Nie mamy wpływu na pogodę, ceny surowców, liczbę turystów ani to, czy wszystkie rezerwacje rzeczywiście pojawią się wieczorem przy stolikach. Ale pozostaje ogromny obszar, na który restaurator ma wpływ: własne procesy, wyposażenie, organizacja pracy, procedury i sposób wykorzystania zasobów. Dlatego zanim zacznie się planować lato 2027, warto bardzo dokładnie policzyć lato 2026. Nie tylko jego przychody, ale również wodę, energię, chemię, godziny pracy, awarie, stłuczone kieliszki i wszystkie minuty w ciągu dnia, które przez cały sezon zamieniły się w dziesiątki godzin. Czasem najlepszym punktem wyjścia do optymalizacji biznesu jest naprawdę uważna analiza własnego zaplecza.

Zainteresował Cię ten temat, przeczytaj o pracy sezonowej nad Bałtykiem.

  • Redaktor Naczelna i Key Account Menedżerka portalu Raport Restauratora, od kilkunastu lat związana z rynkiem HoReCa. Specjalizuje się w tematach zarządzania, trendów oraz edukacji w gastronomii. Autorka podcastu „Rozmowa na Noże”, w którym wraz z czołowymi szefami kuchni i restauratorami analizuje biznes „bez lukru” – od food costu po walkę o rentowność.