Restauracja Szpas w Juracie ma kusić przez cały rok. „Świadomie unikamy fine-diningu”
Wczesną wiosną, w samym sercu Juraty, w hotelu Lido, powstało miejsce, w którym smak łączy się z jakością. Szpas to restauracja tętniąca życiem — wypełniona aromatem świeżego pieczywa, sezonowych składników oraz kuchni, która opiera się na doskonałych produktach. Wbrew powszechnym przekonaniom właściciele pragną, aby restauracja funkcjonowała przez cały rok, a nie tylko w sezonie.
Menu Szpasu by Marcin Popielarz
Właściciele Szpasu, Michał Jeka i Marcin Zbroszczyk deklarują, że prawdziwa kuchnia nie potrzebuje fajerwerków, ale smaku, jakości i odrobiny nonszalancji. Za koncept kulinarny odpowiada Marcin Popielarz, który stworzył autorskie menu oparte na jakościowych produktach, współpracy z lokalnymi dostawcami i rzemieślniczym podejściu do kuchni. Ważnym elementem Szpasu jest także pieczywo na zakwasie — przygotowywane w piekarni tego Szefa kuchni w Gdańsku. Mowa jest o Hewelce. Marcin Popielarz jest autorem wszystkich dań i receptur, pomagał projektować kuchnię i kompletować zespół. Jego rola nie skończyła się jednak się na etapie otwarcia restauracji. Stale dogląda pracy na kuchni i dba o utrzymanie jakości. Bez jego energii i wiedzy Szpas po prostu by nie powstał. Natomiast na co dzień w Juracie kuchnią kieruje Tomasz Niemczyk.
– Menu powstawało miesiącami. Marcin Popielarz przychodził z pomysłami jak z otwartej encyklopedii — naszym zadaniem było wybrać, nie ograniczać. Ostateczna decyzja zapadła podczas fokus grupy, która szybko przestała być fokus grupą i przerodziła się w biesiadę przy wspólnym stole. Dziś goście wracają po zupę szczawiową z żebrem i panierowanym jajem, turbota z pieca, śledzia na placzkach ziemniaczanych. A najmłodsi po długo gotowany rosół — bez zielonego, rzecz jasna – mówi Michał Jeka.
Szpas celowo wymyka się pułapce jednego DNA kulinarnego.
– Szpas celowo wymyka się pułapce jednego DNA kulinarnego. Gdybyśmy chcieli restauracji z etykietką jak „kuchnia kaszubska” albo „fine dining w stylu Międzywojnia” — mielibyśmy prostsze zadanie. Ale wybraliśmy Marcina Popielarza właśnie dlatego, że on od etykietek ucieka. To szef z głębokim szacunkiem do lokalności i rzemieślników, ale bez pietyzmu, który krępuje. W menu znajdziecie bałtyckiego turbota, śledzie, żele z pączków sosny, kaszubską truskawkę — ale też smash burgera i ośmiornicę. Półwysep Helski jest punktem wyjścia, nie ramą, w której trzeba się poruszać. Szpas pozwala sobie na wolność i tego samego szuka u gości – dodaje Marcin Zbroszczyk.

Gość na Półwyspie
Półwysep odwiedza co roku ogromna liczba turystów i od lat brakowało tu miejsca, które nie tylko serwuje dobre jedzenie, ale ma też wnętrze i klimat, w którym chce się zostać dłużej.
– Mamy wrażenie, że Szpas idealnie trafił w tę lukę. Goście Półwyspu oczekują przede wszystkim luzu. Szpas to miejsce na wieczorną randkę, ale też na szybki obiad w japonkach, prosto z plaży. Fine-diningowa sztywność byłaby tu nie na miejscu — i świadomie jej unikamy. Jedzenie ma wypełnić brzuch i przy okazji chwycić za serce. Dlatego dbamy o to, żeby porcje były naprawdę solidne. Osoby przyjeżdżające do Juraty zostają zazwyczaj kilka dni — nasze menu jest skonstruowane tak, żeby każdego dnia można było spróbować czegoś nowego, bez poczucia nudy ani przymusu powtarzania tych samych wyborów – tłumaczą Michał i Marcin.
Właściciele Szpasu podkreślają również, że nie mają żadnych obaw przed nadchodzącym sezonem. Jurata co roku przyciąga tysiące gości, w tym wielu stałych bywalców — to miejsce z bardzo lojalną publicznością. A obecna sytuacja na świecie może zdaniem właścicieli tylko pomóc frekwencji. Coraz więcej Polaków zostaje w kraju — i szuka przy tym wysokiego standardu. Ta grupa, która dotąd wyjeżdżała za granicę po kameralność i jakość, dziś rozgląda się bliżej. LIDO i Szpas mogą być dla nich idealną odpowiedzią.
Lato na Półwyspie przez cały rok
Półwysep Helski ma opinię miejsca sezonowego. Ale to obraz, który się zmienia. Z roku na rok sezon się wydłuża, bo przybywa obiektów z prawdziwą infrastrukturą i o wysokim standardzie. Jurata miała od lat jeden konkretny problem: brakowało tu restauracji, która serwuje jedzenie na poziomie i nie zamyka swoich drzwi we wrześniu.
– Szpas chce tę lukę wypełnić. Mamy do tego solidną podstawę. Hotel LIDO dysponuje 114 apartamentami wynajmowanymi przez cały rok — Szpas zapewnia gościom śniadania każdego dnia. Operatorem hotelu jest BlueApart, ta sama spółka, która jest właścicielem Szpasu, więc dwa podmioty prowadzą ścisłą współpracę. Planujemy działać całorocznie, z zaledwie dwoma, trzema dniami przerwy tygodniowo w okresach najniższego ruchu. Liczymy, że Szpas odczaruje Juratę poza wakacjami i poza zjawiskową scenerią, będzie impulsem do jej odwiedzenia jesienią czy zimą. Zależy nam, żeby wpisał się w historię Półwyspu na dobre — i żeby aktywizował go wtedy, gdy inni zamykają drzwi –
W sezonie letnim właściciele zaplanowali pop-up z gościnnym szefem kuchni i kolację z lokalnymi producentami z Pomorza. Po sezonie — kolację filmową z Kinem Żeglarz i Jakubem Gutkiem. Szpas działa w ramach Hotelu LIDO, który oferuje strefę spa, gabinet masażu, pokój zabaw dla najmłodszych. To pozwala budować ofertę przez cały rok, nie tylko przez dziesięć tygodni lata.

Tajemnicze słowo Szpas
Szpas to słowo, które na Kaszubach żyje własnym życiem. W pozostałych regionach Polski mówi się „dla sportu” — tu mówi się „dla szpasu”. I to nie jest tylko dialektalna zamienność — szpas niesie w sobie coś więcej: nutę zaskoczenia, niezłego numeru, zabawy z przymrużeniem oka. Jurata od zawsze miała sznyt — wolność, lekkość, letni przepych bez zbędnej powagi.
Kiedy szukaliśmy nazwy, to słowo samo się narzuciło. Chcieliśmy miejsca, które robi coś dla szpasu właśnie — z pasją, z zaskoczeniem, bez sztywności. I żeby ktoś spoza Kaszub musiał zapytać, co to znaczy. Bo to najlepsza okazja, żeby opowiedzieć, gdzie jesteśmy – tłumaczą Michał i Marcin.
Zainteresowała Cię ta publikacja, przeczytaj o gastro pop-upie w winnicy Barczentewicz.




