Opłata serwisowa dla grup od 4-6 osób? Jarek Uściński: Powinna być obligatoryjna
Zapraszamy do podsumowania sezonu letniego z Jarkiem Uścińskim, prezesem OSSKiC. W rozmowie poruszamy temat napiwków oraz opłat serwisowych w kontekście kontrowersji, którą wywołał Mateusz Gessler. Ten znany szef kuchni stwierdził, że napiwki powinny być obowiązkowe. Zastanawiamy się również nad siłą influencerów, a konkretnie niepochlebną recenzją Książula po pobycie w hotelu Gołębiewski. Dodatkowo analizujemy wyniki hoteli i gastronomii w sezonie oraz sieciowych cateringów. Czy stanowią one zagrożenie dla innych?
Książulo kontra Gołębiewski
Jaki wpływ na branżę gastronomiczną mają influencerzy? Niech nam posłuży głośny temat Hotelu Gołębiewski i Książula. Czy infulencerzy wywołują zjawisko „owczego pędu”? To, co dzieje się na sopockim Monciaku potwierdza tę tezę. Otóż kolejka przed jednym z barów specjalizujących się w kebabie blokuje niemal ruch pieszych na tym znanym deptaku. Kto przyczynił się do tej spektakularnej popularności kebabowni? Ten sam influencer Książulo.
– Czy takie zjawisko „owczego pędu” jest dobre czy złe? Nagle do kebabu, w którym było pięciu klientów na godzinę, ustawia się kolejka 40 osób. Nie chcę oceniać, czy to jest dobre. To jest zmiana mentalna. Ludzie już nie mają instynktu. Zgubili się całkiem. Na dodatek nawet nie mamy własnego zdania – mówi Jarek Uściński.
Napiwki dla kelnerów i opłata serwisowa
Gorącym tematem dzięki wypowiedzi Mateusza Gesslera stały się napiwki dla kelnerów i opłata serwisowa.
– Jeżeli masz zły serwis, nie przebiega on dobrze, to jaki jest powód, by zostawiać napiwek? Natomiast jestem za tym, żeby przy grupie od 4-6 osób jak najbardziej obligatoryjnie gość płacił za serwis – mówi Jarek Uściński.
Kto zagraża gastronomii cateringowej?
Zorganizowane cateringi dietetyczne (np. Kuchnia Wikinga, Pan Brokuł) stanowią poważną konkurencję dla tradycyjnych obiadów pracowniczych i firm cateringowych dostarczających posiłki do biur. Zdaniem Jarka Uścińskiego agresywna rywalizacja dużych cateringów na rynku przypomina walkę sieci handlowych (np. Lidl vs Biedronka), co w efekcie może doprowadzić do ich przeinwestowania, a dodatkowo psuje ogólny rynek gastronomiczny.
– Widzimy, że Pan Brokuł czy Kuchnia Wikinga świetnie sobie radzą. Czy one komuś zagrażają? Oczywiście, że tak. Zagrażają szeroko pojętej gastronomii lunchowej. Gastronomii, która karmi na co dzień, pięć dni w tygodniu pracowników biur, urzędów, instytucji – tłumaczy Jarek Uściński.
Posłuchaj rozmowy.
Zainteresowała Cię ta publikacja przeczytaj rozmowę z Danielem Warszawskim i Kamilem Mateńką.





