Turystyka kulinarna to najszybciej rozwijający się segment: Magdalena Tomaszewska-Bolałek
Doktor Magdalena Tomaszewska-Bolałek wzięła udział w Rozmowie na noże w kontekście premiery najnowszej książki pt.
Opowieści kulinarne z Polski. Food stories from Poland. Książka ta otrzymała dwie nominacje do Gourmand World Cookbook Awards 2026 w kategoriach: Bilingual English oraz Eastern Europe. Natomiast tematem przewodnim rozmowy była narracyjność kulinariów, ale także potencjał turystyki kulinarnej.
Od słowiańskich upiorów do Kopernika
Doktor Magdalena Tomaszewska-Bolałek wydała książkę pt. Opowieści kulinarne z Polski. Food stories from Poland. Książka ta otrzymała właśnie dwie nominacje do Gourmand World Cookbook Awards 2026 w kategoriach: Bilingual English oraz Eastern Europe. Konkurs odbywa się od 1995 roku i jest jednym z najważniejszych światowych wydarzeń poświęconych kulturze kulinarnej. W rezultacie ze względu na swoje znaczenie nazywany jest Kulinarnymi Oskarami.
Książka Magdaleny Tomaszewskiej-Bolałek poświęcona została narracyjności polskiego jedzenia. Opowiada o smakach, zwyczajach, wierzeniach i codziennym życiu naszych przodków. Od wigilijnych potraw po słowiańskie upiory, od pierogów świętego Jacka po Kopernika smarującego chleb masłem. Bezsprzecznie książka pokazuje, że polski stół jest nie tylko miejscem posiłku, lecz także świadkiem tradycji, nośnikiem symboli i pamięci kulturowej.
– Myślę, że ja sama potrzebowałam akiej książki, dlatego że ja zajmuję się nie tylko badaniami nad kulturą kulinarną, historią i etnografią, ale także turystyką i dyplomacją kulinarną. To są obecnie dwie bardzo ważne dziedziny – mówi Doktor Magdalena Tomaszewska-Bolałek.
Turystyka kulinarna rośnie w siłę
Narracyjność kulinariów to podwalina turystyki kulinarnej, która zdaniem Dr Tomaszewskiej-Bolałek należy do najszybciej rozwijającego się segmentu turystyki. Turystyka kulinarna polega na poznawaniu kraju i świata przez pryzmat kultury kulinarnej. Równie istotna jest dyplomacja kulinarna, która jest wykorzystywana na szczeblu państwowym i uznawana za najlepsze narzędzie soft power.
– Soft power, czyli miękka siła to nic innego niż oddziaływanie państwa na inne państwa i na jednostki. Celem działania jest zachęcić do zainteresowania kulturą danego kraju. Ale wykorzystując w tym celu przede wszystkim różnego rodzaju zjawiska, jak film, sztuka lub kultura kulinarna. Kulinaria służą też do budowania wizerunku marki narodowej – tłumaczy Dr Tomaszewska-Bolałek.
Storytelling się opłaca
Faktem jest, że już od dawna nie sprzedajemy samego produktu. Sprzedajemy pewne wyobrażenia, marzenia, emocje związane z tym produktem. Dlatego story telling wokół kategorii kulinariów jest niezbędny i bezpośrednio przekłada się na zysk.
– Jeżeli mamy bardzo dużo lokali gastronomicznych, czy bardzo dużo produktów spożywczych w podobnym zakresie cenowym, podobnej stylistyce, to tak naprawdę jedyna rzecz, która może nas wyróżnić jest właśnie opowieść. Opowieść, która w pewien sposób zachęci, zaintryguje, zaciekawi odbiorcę. –
Gdzie szukać źródeł, które pozwolą restauratorowi stworzyć narrację wokół dania? W rzeczywistości Dr Tomaszewska-Bolałek kieruje nas do muzeów etnograficznych, ale także do archiwów bibliotecznych portalu Polona.
– Myślę, że my z narracyjnością dopiero zaczynamy w Polsce. Coraz więcej restauracji komunikuje, w jaki sposób pozyskiwane są produkty. To jest też dla wielu miejsc powód do dumy. Dodatkowo w ten sposób budują wiarygodność. Bo część osób, które regularnie chodzi do restauracji, zna producentów sera czy dostawców warzyw lokalnych. –
Co jada diabeł domowy
Ciekawych historii związanych z kulinariami w książce Dr Tomaszewska-Bolałek znajdzie czytelnik prawdziwe bogactwo. Tłumaczy ona, że w przeszłości wszystkim etapom życia człowieka towarzyszyła cała masa wierzeń, wyobrażeń, przesądów, zabobonów. W związku z tym pojawiała się się cała masa różnych istot nadprzyrodzonych, które albo człowiekowi pomagały, albo trochę przeszkadzały. Jedną z takich najważniejszych jest m.in. diabeł domowy, który pojawiał się w wielu regionach w Polsce.
– Zresztą nie tylko w chłopskich domach. Uważano, że dwory również mają swoje diabły i bardzo często, jeżeli komuś się bardzo dobrze powodziło, oznaczało to, że właśnie w takim domostwie czy w takim dworze mieszka diabeł domowy. Dlatego, że on więcej czynił dobrego niż złego, ale oczywiście trzeba się mu było odpowiednio się odpłacić jedzeniem. A co jadały diabły? Najchętniej kaszę gotowaną na mleku, ale nie można było dodawać do tej kaszy soli. Praktycznie w każdej kulturze na świecie sól jest uważana za produkt oczyszczający, odpędzający złe moce. –
Posłuch rozmowy.
Zainteresowała Cię ta publikacja, przeczytaj o kulinarnym szlaku Gdańska.




