MUALA, sekta, cwaniak, naiwny… a może po prostu kolejny odsłona wiecznego spektaklu w naszym gastronomicznym cyrku? Szef kuchni Whistledown w swoim felietonie komentuje gorący jak pizza z pieca temat MUALA Książula.

Co mieści się w placku zwanym pizzą

Prozaiczny wydawałoby się temat: pizza i to mrożona, zwykła, grubaśna, tłusta – w sumie ledwie mieszcząca się w kategorii „pizza”. A może jednak się mieści? Mieści się, bo w Europie nikt precyzyjnie nie zestandaryzował tego słowa, więc zmieści się w nim niemal wszystko, co ma ciasto, sos i cokolwiek na wierzchu. Rozważmy więc to zjawisko.

Pirat z Karaibów

Książulo, chłopak spośród nas od kilku lat spełnia swój sen. Jeździ po kraju i ocenia – swoim językiem, swoim nosem i swoim zdaniem. Nie pod względem obiektywnej jakości, sztuki kucharzenia czy rzemiosła, ale wyłącznie pod kątem osobistego gustu. I to moim zdaniem uczyniło go dla setek tysięcy ludzi wyrocznią. Zajada pizze, kebaby, burgery i obiadki domowe. Czasem wdepnie w miejsca, które sam z siebie wypiera, ale ocenia dalej, choć w zasadzie nawet nie do końca rozumie technologiczny proces tego, co trafia na jego talerz. Wchodzi na nieznane wody niczym pirat z Karaibów.

I bardzo dobrze – bo jego wierni fani tego właśnie oczekują. Chcą, by oceniał dania najczęściej zajadane przez młodszą społeczność. Społeczność, która od jedzenia wymaga mniej wyszukanych doznań, a więcej szybkiego nasycenia. Komu to przeszkadza? Chcą, to jedzą. Skoro dla kogoś „dobre” oznacza po prostu „smaczne”, to git. Ale rola Książula ma kilka aspektów.

Jak zburzyć zaufanie w jeden poranek

Budujesz latami lojalność, gromadzisz armię wiernych widzów ceniących Twoje zdanie jako swoje własne, aż nagle… bum! „Otwieram ponad 13 tysięcy pizzerii!” – ogłasza nasz bohater. Jednego ranka do każdego Żabsona trafia po kilkadziesiąt sygnowanych, „autorskich”, grubych drożdżowych placków. Włoch prędzej skoczyłby do krateru Etny, niż to kupił, ale Włoch się pewnie nie zna. My przecież wiemy lepiej, jaka pizza jest najlepsza! Najlepsza jest ta lansowana, ta promowana, ta, o której ktoś znany z tego, że jest znany, powiedział, że jest „zajebista”.

Naród szturmuje lodówki. Jedni kupują i robią sobie z plackiem selfie. Inni krytykują i opluwają. Jeszcze inni rozbierają produkt na czynniki pierwsze, porównując skład. Są i tacy, którzy po odpieczeniu wyrzucają go wprost do kosza albo w odpowiedzi tworzą własne, lepsze wersje – z prawdziwego ciasta, z pepperoni bez niepotrzebnej chemii, z prawdziwym serem i pomidorami.

Zdrada Cezara

I to ci ostatni – rzemieślnicy i ludzie gastronomii – czują się najbardziej zdradzeni. Do dziś otwierali drzwi i ramiona ze strachem i miłością jednocześnie, poddając się srogiej ocenie samoeksperta. Chłopak budował rankingi i niczym Cezar w rzymskim Koloseum decydował, kto przetrwa, a kto padnie. Pizzerie w całym kraju czekały na gest jego kciuka i bezcenny dar w postaci wyśnionego MUALA.

Rozwój i wspinaczka po drabince sławy dają nowe możliwości, ale niosą też zagrożenia. Gdy fundamenty opierają się wyłącznie na emocjach, łatwo rozchwiać całą budowlę. Jeśli za tym projektem stają doradcy, to mocno przeciętni. Znając zasady wprowadzania towaru na półki korporacyjnych sieciówek, cyferkami po prostu podsycono ambicje zwykłego chłopaka. Dano mu uwierzyć, że stworzył „autorską recepturę”. Pozwolono mu myśleć, że to jego własne, wielkie dzieło.

Szum w sieci osiągnął apogeum, ale pojawia się pytanie: czy miał świadomość, kto tak naprawdę stworzył ten produkt i że ten miecz ma dwa ostrza?

Nie czas jeszcze na ostateczny werdykt. Branża rzuciła się do oceny – jego placka oraz konkurencji. Pojedynek trwa w najlepsze, media stawiają własne diagnozy, a masowy odbiorca – jak to masa – płynie z falą. Ktoś wrzucił kamień do wody i wywołał zamieszanie. Popyt jest na fali wznoszącej. Czy to koniec Książula? Oczywiście, że nie. Powrócił już na swoją arenę i znowu unosi kciuk w górę lub w dół.

Od 13 tysięcy pizzerii po nieskończoność

A jakie to w gruncie rzeczy ma znaczenie? Na rynku jest cała masa tańszych i smaczniejszych wyrobów z napisem „pizza” na opakowaniu, jak i cała armia wyrobów znacznie gorszych. Internetowi bożkowie i rynkowe Temidy przemijają albo przeobrażają się w inne formy. Dziś jest 13 tysięcy pizzerii, za chwilę usłyszymy o 13 tysiącach burgerowni, kebabów albo barów mlecznych z tygodniowym menu „jak u mamy”. Korporacyjny moloch stać na każdy krok, który zapewni odpowiednią rotację na półkach. Dla nich nie ma znaczenia, czym zaleją rynek.

Nie łudźmy się. Książulo to jest Jamie Oliver. Tu nikt nie walczy o zdrowe nawyki żywieniowe dzieci i młodzieży. Cel jest prosty i stary jak świat: sprzedać najtaniej wyprodukowany towar za jak największe pieniądze.

Książulo i fabryka snów

A może za jakiś czas przeczytamy, że zwykły chłopak spośród nas stał się oficjalnym wspólnikiem fabryki trendów i masowych snów? Snów ludzi, których codziennym światem są dyskonty z mocno ograniczonym horyzontem smaków. Historia uczy przecież, że społeczeństwem o zamkniętych marzeniach łatwiej się steruje. Może niedługo ten sam chłopak będzie układał nam całe tygodniowe menu, a ludzie od świtu będą ustawiać się w kolejkach po to, na co wyrocznia dała swoje przyzwolenie? Oby życie napisało dla nas wszystkich nieco zdrowszy i bardziej świadomy scenariusz. Czemu sobie – bywającemu tam sporadycznie – i Wam z całego serca życzę.

Zainteresował Cię ten temat, przeczytaj, dlaczego branża gastronomiczna hejtuje Książula?

  • Szef Kuchni Whistledown to najgorętsze i najbardziej bezkompromisowe pióro polskiej gastronomii. Postać owiana nimbem tajemnicy, która zamiast salonowych plotek i matrymonialnych skandali XIX-wiecznego Londynu, bierze na warsztat współczesne kulisy restauracyjnych zapleczy, rynkowych trendów i gastronomicznych absurdów. Niczym kultowa Lady Whistledown z serialu Bridgertonowie, patrzy na ręce wszystkim – od szanowanych szefów z gwiazdkami Michelin, po samozwańczych internetowych wyroczni i rynkowych gigantów. Zna każdy grzech polskiej gastronomii, bezbłędnie wyłapuje fałsz, ściemę i tani marketing, a swoje trafne (i często cięte) obserwacje serwuje w formie eleganckich, błyskotliwych felietonów.